Tłumacz – reportaż z życia

Przepis na doskonałego tłumacza rządowego: bardzo dobra znajomość języków, żelazne zdrowie( w tym żołądek strusia, nerwy z liny stalowej, pamięć słonia, wytrzymałość maratończyka, refleks kobry, natychmiastowa gotowość pamięci – nikt nie będzie czekał, aż pobiegnę po słownik i sprawdzę, jak będzie w obcym języku ”turkuć podjadek” bądź „ładowarka nasiębierna”-), głęboka wiedza na temat zjawisk kulturowych, społecznych, gospodarczych i politycznych obszaru zainteresowania, nieustanna praca nad sobą, wysoka kultura osobista, dyskrecja i takt, niezwykłą odporność na zmęczenie i stresy, zrównoważony charakter, rzetelność, punktualność, właściwy tryb życia, unikanie zgubnych nałogów.  Łatwe. Każdy to może.

1c092822b327_largeKsiążka jest zalecaną lekturą obowiązkową dla każdego adepta tego wymagającego, lecz dającego ogromną satysfakcję zawodu.  Ukazuje drogę życiową młodego człowieka, cały proces powolnego stanowienia się tłumacza, mozolną drogę na szczyt dokonań zawodowych. Oszczędza upiększeń i lukru, nie szczędzi natomiast sporej porcji konfliktów, goryczy i frustracji jako nieodłącznych składników każdego rozwoju.

Widzimy z bliska w działaniu  Edwarda Gierka, Leonida Breżniewa, Stanisława Kanię, Wojciecha Jaruzelskiego, Giscarda d,Estaigne, Michaiła Gorbaczowa, Fidela Castro oraz inne czołowe postacie historyczne tego okresu.

W wieku sześciu lat należało zapisać mnie do szkoły. W miasteczku działały chyba ze trzy podstawówki z wykładowym językiem białoruskim. Ponieważ w rubryce narodowość mieliśmy teraz wszyscy napisane ”Białorusin”, automatycznie przydzielono mnie do jednej z ich. Za radą znajomej, która powiedziała rozsądnie: „Gdzie wasz syn potem pójdzie się uczyć z tym białoruskim? Musi go pani wstawić do rosyjskiej szkoły” mama upiekła wielgachny orzechowy tort i zapisała się na rozmowę do dyrektora Rosyjskiej Szkoły Średniej mieszczącej się w dawnym polskim gimnazjum.

 Oświadczyła tryumfalnie po powrocie do domu, że od nowego roku szkolnego będę uczniem tej prestiżowej placówki.

 Ucieszyłem się tylko dlatego, że do niej miał też uczęszczać mój towarzysz nadniemeńskich zabaw, Białorusin Włodek Zuk. W wieku sześciu lat malował już przepiękne kolorowe pocztówki – kopiował jakiegoś Rembrandta i Rafaela, jak mi wyjaśnił. Brał po dziesięć rubli od sztuki, czyli równowartość dwóch kilogramów kiełbasy, jeżeli akurat dowieźli do sklepu. Przypominam, że w Stołpcach, pozbawionych wielkiego przemysłu, średnio zarabiano wtedy ok.110 rubli miesięcznie.

,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • Facebook
  • YouTube